piątek, 9 października 2009

Ostatnie chwile lata w jesiennym ogrodzie...


Tak oto konczy sie lato w moim ogrodzie!
Ostatnie pomidorki zebrane, przerobione na chutney i pyszna zupe pomidorowa. Bedzie sie cieplo wspominac lato w srodku zimy zajadajac przysmaki ze spizarni i zamrazarnika!



Kwiatki jeszcze kwitna, w swoich typowo jesiennych barwach - uwielbiam te cieple kolory, rozjasniaja nawet najbardziej szary dzien. Regularnie zbieram bukieciki i stawiam na stole w kuchni - robi sie tak jakby rozpalilo sie mini-ognisko! Nasturcje zadziwiaja mnie w tym roku najbardziej - przepiekne kolory, wariacje zolci, oranzy, ciemnej czerwieni az do brazu! jeszcze takich nigdy nie widzialm, a ze wszystkie sa samosiejkami, musza byc efektem zapylenia zeszlego lata. Niektore maja paseczki, ciniutkie niteczki zlota strojace ciemnopomaranczowe platki. Napatrzec sie nie moge!
Oby jak najdluzej nie bylo przymrozkow, to moze jeszcze bede sie mogla nimi cieszyc przez kilka tygodni!



Posted by Picasa

poniedziałek, 5 października 2009

Kot Simona po raz drugi!

Oto najnowszy film rysunkowy kota Simona. Wlasnie kiedy to pisze, Stig wyleguje sie (bardzo niegrzecznie) na moim lozku, na poscieli (a nie na na narzucie - rozrabiaka jeden) i bardzo mu tam dobrze....

środa, 30 września 2009

Koty, a dokladniej - Kot Simona.

Jesli jeszcze nie zaprosilam Was do obejrzenia Kota Simona,
to robie to teraz!
Jako opiekunka dwoch uroczych puchatych stworzen,
z latwoscia indentyfikuje sie w roli Simona...



Jestem pewna, ze niektore manewry sa mooim milym kotkom dobrze znane...
Stig wlasnie niecierpliwie placze mi sie miedzy nogami podbijajac mije kolano wyjatkowo silna glowa i przyjacielsko pomrukujac "mrrrauu, mamo, jetsem glodny...." Po czy prowadzi mnie w strone misek i tylko zerka przez ramie, czy za nim ide.
A poniewaz nie ide, tylko klepie w klawiature, wraca i obrzadek sie powtarza.
No dobrze juz Stigi, ide juz, ide...

wtorek, 15 września 2009

Babie lato!



Leniuchuje!


Co dziwniejsze, wcale mi sie nie nudzi - mozna by sie nawet do tego przyzwyczaic. Daje sie uniesc fali relaksacji...W weekend byly urodziny mezulka, byli goscie, trzeba bylo sie postarac i cos ugotowac (brrr..). Ale byly tez i milsze  muszenia, pogoda dopisala, pieknie slonko nam przyswiecilo i wybralismy sie do Clumber Park. Spokojny spacer po ogromnych gruntach, przepiekne drzewa, pyszne lody...
Bylo naprawde relaksujaco i bardzo przyjemnie.

Jak to na gruntach dawnej posiadlosci, byl tez przepiekny ogrod warzywny, otochony ceglanymi murami, a  w ich oberbie nastepne mury oddzielaly pozostale sekcje. Troche jak w labiryncie. Przy tym, na samym koncu przepiekna szklarnia, dluga, przylegajaca do budynku. Cudo. 




W szklarni tez niesamowicie, stare narzedzia ogrodowe, niebywale pomidory
i ogromne ogorki, papryki, winogrona, palmy, zielen, kolor...
A na scianie najdluzsza wyobrazalna drewniana drabina.
Biale sciany, zachwycajace cienie, no i niestety...ludzie.

Byly tez prepiekne kwiaty i podswietlane sloncem warzywka,
az sie czlowiekowi chcialo polozyc w trawie i nigdzie nie ruszac.


Oh, szkoda lata... Niechby jeszcze potrwalo!
Slonecznych dni wszystkim Wam zycze!

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Polskie klimaty raz jeszcze

W Pluskowesach bylo przepieknie. Pola tabaki, chwasty podswietlane zachodzacym sloncem, snopki siana wrecz promieniujace swiatlem. Zachody slonca... jakze mozna oprzec sie urokowi tego przecudownego cieplego swiatla na koniec dnia, kiedy kazda drobinka szykuje sie do snu i chlonie resztki swiatla, na ktore znow trzeba bedzie czekac przez cala noc...


I za wieszczem musze powtorzyc ten ukochany z dziecinstwa fragment "Pana Tadeusza"...

Slonce ostatnich kresow nieba dochodzilo, 
Mniej silnie, ale szerzej niz we dnie swiecilo, 
Cale zaczerwienione, jak zdrowe oblicze 
Gospodarza, ktory skonczywszy swe prace rolnicze 
Na spoczynek powraca. Juz krag promienisty 
Spuszcza sie na wierzch boru i juz pomrok mglisty , 
Napelniajac wierzcholki i galezie drzewa, 
Caly las wiaze w jedno i jakoby zlewa;
I bor czrnil sie na ksztalt ogromnego gmachu,
Slonce nad nim czerwone jak pozar na dachu;
Wtem zapadlo do glebi; i jeszcze przez konary 
Blysnelo jako swieca przez okiennic szpary 
I zgaslo (...)


(...) I wnet sierpy, gromadnie dzwoniace 
We zbozach, i grabliska suwane po lace 
Ucichly i stanely (...)

Jednak prawda byla taka, ze kombajny jeszcze dlugo jezdzily po polach, za nimi podazaly pielgrzymki glodnych bocianow, do domu zjezdzaly blizej polnocy. Ciezka rolnicza praca, tak wiele zalezy od pogody, wiec swiatek, piatek czy niedziela - jesli jest sucho, trzeba ruszac w pole.

I wieczorne Polakow rozmowy. 
Dobranoc.

niedziela, 23 sierpnia 2009

Polskie klimaty

Ah, pojechalo sie do Polski, sielskiej anielskiej na odpoczynek...
I jak zawsze pieknem kraj mnie uraczyl. Moje ulubione kwietki dodaly optymizmu...


Piekne widoki uciszyly umysl

Szmer trzcin, zapach wody i sosnowego pomostu pomogl sie zrelaksowac.

Pieknie bylo, szkoda ze tak krotko!

Serdecznie dziekujemy za goscine i pozdrawiamy!

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Preisner

Ah, Ania zainspirowala mnie po raz kolejny... Dziekuje Aniu!
Pozwolcie mi podzielic sie jedna z moich ulubionych scen z "Podwojnego zycia Weroniki", muzyka Zbigniewa Preisnera...



A na inna nute - martwilam sie o malego drozda. Po dwoch dniach przepadl. W przeddzien znikniecia naopowiadalam mu o lataniu i kotach, blekicie nieba i slimakach.
Dzis siedzac wieczorem w ogrodzie uslyszalam niesmiale cwierkanie. Sopjrzalam na trelis - a tam, na samej gorze siedzi moj drozd. Przyszedl powiedziec, ze wszystko w porzadku...
:-)