Tak oto konczy sie lato w moim ogrodzie!
Ostatnie pomidorki zebrane, przerobione na chutney i pyszna zupe pomidorowa. Bedzie sie cieplo wspominac lato w srodku zimy zajadajac przysmaki ze spizarni i zamrazarnika!
Kwiatki jeszcze kwitna, w swoich typowo jesiennych barwach - uwielbiam te cieple kolory, rozjasniaja nawet najbardziej szary dzien. Regularnie zbieram bukieciki i stawiam na stole w kuchni - robi sie tak jakby rozpalilo sie mini-ognisko! Nasturcje zadziwiaja mnie w tym roku najbardziej - przepiekne kolory, wariacje zolci, oranzy, ciemnej czerwieni az do brazu! jeszcze takich nigdy nie widzialm, a ze wszystkie sa samosiejkami, musza byc efektem zapylenia zeszlego lata. Niektore maja paseczki, ciniutkie niteczki zlota strojace ciemnopomaranczowe platki. Napatrzec sie nie moge!
Oby jak najdluzej nie bylo przymrozkow, to moze jeszcze bede sie mogla nimi cieszyc przez kilka tygodni!




Oleńko - ja też już mam (w końcu!) dwa czerwone pomidorki :)
OdpowiedzUsuńSzkoda, że będzie ich tak mało :(
Twoje za to wyglądają cudnie! NIe wspominając o nasturcji...
Uściski pełne serdeczności Oleńko!!!
Och! Zolcie, pomarancze i czerwienie to moje ulubione kolory! Pieknie wygladaja w promieniach slonca. Sciskam serdecznie i zabieram sie do pracy nad wlasnym blogiem ;)
OdpowiedzUsuń