W Pluskowesach bylo przepieknie. Pola tabaki, chwasty podswietlane zachodzacym sloncem, snopki siana wrecz promieniujace swiatlem. Zachody slonca... jakze mozna oprzec sie urokowi tego przecudownego cieplego swiatla na koniec dnia, kiedy kazda drobinka szykuje sie do snu i chlonie resztki swiatla, na ktore znow trzeba bedzie czekac przez cala noc...
I za wieszczem musze powtorzyc ten ukochany z dziecinstwa fragment "Pana Tadeusza"...
Slonce ostatnich kresow nieba dochodzilo,
Mniej silnie, ale szerzej niz we dnie swiecilo,
Cale zaczerwienione, jak zdrowe oblicze
Gospodarza, ktory skonczywszy swe prace rolnicze
Na spoczynek powraca. Juz krag promienisty
Spuszcza sie na wierzch boru i juz pomrok mglisty ,
Napelniajac wierzcholki i galezie drzewa,
Caly las wiaze w jedno i jakoby zlewa;
I bor czrnil sie na ksztalt ogromnego gmachu,
Slonce nad nim czerwone jak pozar na dachu;
Wtem zapadlo do glebi; i jeszcze przez konary
Blysnelo jako swieca przez okiennic szpary
I zgaslo (...)
(...) I wnet sierpy, gromadnie dzwoniace
We zbozach, i grabliska suwane po lace
Ucichly i stanely (...)
Jednak prawda byla taka, ze kombajny jeszcze dlugo jezdzily po polach, za nimi podazaly pielgrzymki glodnych bocianow, do domu zjezdzaly blizej polnocy. Ciezka rolnicza praca, tak wiele zalezy od pogody, wiec swiatek, piatek czy niedziela - jesli jest sucho, trzeba ruszac w pole.
I wieczorne Polakow rozmowy.
Dobranoc.


Piekne, Olenko! Pan Tadeusz jak malowany!
OdpowiedzUsuń