wtorek, 30 czerwca 2009

Najdluzszy dzien w roku juz za nami...


Idzie ku jesieni...
Trudno w to uwierzyc, ze dni staja sie coraz krotsze. Ale w mioim magicznym ogrodzie znalazlam kwiat paproci. Na razie powstrzymuje sie z wypowiadaniem zyczen, bo a noz cos nie wypali. Pracy w ogrodzie mnostwo, wszystko rosnie jak szalone, chwasty - oczywiscie tez. Wiec, zamiast siedziec przy komputerze i blogowac, zakasalam rekawi i do roboty!
W tym roku mamy wyjatkowa plage mszyc, jak nidgy! Nawet cala brama klei sie od ich slodkich odchodow niesionych z wiatrem z topoli po drugiej stronie drogi. Ochydztwo. Biedronek ani sladu - to pewnie dlatego. Nie zamierzam pryskac chemikaliami, wiec wybralam sie na pokrzywe. Ta niewiarygodna roslina uwazana przez wielu za chwast jest ogromnym pomocnikiem ogrodnika. Wyciag dziala przeciwko mszycom, a przefermentowany jest niebywale wydajnym nawozem. Podaje za Radami Dziadka Ogrodnika:

PPOKRZYWA (Urtica dioika, U.urens)


1 kg swiezego ziela
5 litrow wody, najlepiej deszczowki

Wyciag nierozcienczony do opryskiwania rosliny przeciw mszycom - zalac swieze ziele na 24godziny po czym ziele wyjac a wyciag zuzyc do oprysku. (troche smierdzi...przyp. aut.)
Wyciag przefermentowany tzn "gnojowka" (strasznie smierdzi!!!!przyp.aut.) rozcienczony w stosunku 1:10 jako nawoz pobudzajacy procesy zyciowe w glebie. Ziele luzno ulozone w duzym (absolutnie nie metalowym!) naczyniu zalac woda, podlozyc pod spod drewniany klocek (ujscie gazow), codziennie mieszac. Wzaleznosci od pogody nawoz bedzie gotowy po 10-14 dniach.

Oczywiscie proporcje mozna zwiekszyc - ja wypraktykowalam, ze 10 litrow + 2kg pokrzywy starcza mi na cale lato podlewania. A jesli idzie o spryskiwanie - rzeczywiscie - mszyce przepadly, troche posmierdzialo ale szybko sie rozwialo. Jedyna wada - zostawilo to brazowawe plamki - prebarwienie na platkach jasnych kwiatow - zolte roze sa chwilowo w ciemniejsze centki... Przed wlaniem do rozpylacza przefiltrowalam wyciag przez kawalek starego recznika do naczyn, zeby mi sie rozpylacz nie blokowal.
Jesli chodzi o uzywanie gnojowki do podlewania - rosliny ja wprost uwielbiaja (rozcienczona!!!!). Rosna jak szalone, maja piekne ciemne liscie, az milo popatrzec. Wada - nie podlewac takim nawozem przynajmniej przez tydzien przed zbiorami, bo zapach przechodzi w smak... Jak na razie udalo mi sie wszystko to ladnie czasowo zgrac. W domu nie podlewalam za czesto i tylko w dni kiedy jestem, zeby otworzyc wszystkie okna - ah, ten zapach... Ale ciagle - polecam pokrzywe!!!

O innych nawozach organicznych innym razem - bo jest sie czym podzielic!

Teraz trzeba bedzie zabrac sie za tworzenie bizuterii. Wlaczylam sie w fundraising kolezanki z pracy, ktorej siostra walczy z rakiem mozgu. Wspiera ja organizacja, ktora z kolei polega na wsparciu finansowym nas, zwyklych ludzi. Wiecej informacji wkrotce.

Serdecznie pozdrawiam, milego lata i dzialan w ogrodzie!

piątek, 12 czerwca 2009

Pomidory posadzone, roze podwiazane...



Idealna pogoda na sadzenie i zblizajaca sie pelnia ksiezyca zmobilizowaly mnie na dobre w zeszly weekend. Twardo wzielam sie za pomidorki. Wreszcie rosna, z pomoca Charliego zdazylismy przed pelnia, bo podobniez po pelni sadzi sie rosliny, ktore rodzic maja pod ziemia: ziemniaczki, marchewke, buraczki... Jeszcze nie wiem, czy rzeczywiscie to dziala, ale co mi szkodzi sprobowac. Posadzone przed moim wyjazdem ziemnieki ruszyly do galopu po pelni, wiec moze i cos w tym jest.Tak wiec pomidorki przejely kontrole. W tym roku rosna w workach i donicach, wsparte nowym systemem. Jakos mam w tym roku chetke na ekspetymenty i ulepszenia. Probuje nowego gatunku pomidorkow zwisajacych - zoltych i czerwonych, obecnie szczesliwie w skrzynkach i donicach, z braku miejsca rowniez na dachu wiaty na drewno.
Charlie zamontowal mi w sobote polke na poludniowej scianie.
Niestety na razie nie wyglada to za ladnie, moje pelargoniowe dzbanki stracily swoje krolestwo. Ale mam nadzieje, ze nagrzana cegla pomoze w produkcji mojego ulubionego warzywka. Hm, technicznie mowiac owocu, ale nie bede sie upierac - tak czy siak - uwielbiam pomidory. A w krotce spod lisci i owocow donic i tak nie bedzie widac!
Zeszloroczne pomidorowe miejsce truskawki i biale poziomki zaanektowaly zupelnie i bez mojego pozwolenia, ale sa tam szczesliwe i maja mase owocow, wiec niech im bedzie, czekam az dojrzeja.
Mam pierwsze czarne porzeczki! Tak sie ucieszylam!
Powoli brakuje mi miejsca na moje warzywa, a jeszcze buraczki i cukinie maja sie gdzies znalezc...

Wzielam sie tez za pnace roze. Troche pozno, ale niestety moj kreatywny luk z wikliny nie przetrzymal przenoszenia (tak, wszystko przez budowlancow!!) i musialam dzialac szybko. Nowy luk, niestety juz nie tak piekny, ale za to stabilniejszy stanal w niedziele, wiklinowy daje rade rozy pod garazem, a ja, no coz, jestem cala podrapana...


Slonko swieci, ogrod wzywa! Na razie!



piątek, 5 czerwca 2009

Efekty pracy w ogrodzie...


No tak, wybralam sie przesadzac bratki i zal mi sie ich zrobilo, bo tak jeszcze pieknie wygladaja... Wiec zamiast chwicic za lopatke, chwycilam za aparat i utknelam w ogrodzie na dobre. Slonko wyszlo zza chmur, zrobilo sie za goraco na sadzenie czegokolwiek, wiec z ogromna przyjemnoscia i bez poczucia winy oddalam sie fotografowaniu. Ach jaki piekny i pelen pokoju jest moj ogrod!
Moja oaza spokoju, relaksacji i medytacji...

Patrzac na kwiaty, wsluchujac sie w szmer wody
przypomnial mi sie wiersz Czeslawa Milosza "Dar":

Dzień taki szczęśliwy.Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
Co przydarzyło się złego, zapomniałem.
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.
Nie czułem w ciele żadnego bólu.Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.


Szukajac wiersza, ktorego w calosci nie pamietalam,trafilam na inforrmacje o roslinie,
ktora przeciez rosnie pod garazem, jeszce nie kwitnie i niestety nie ma szans na kolibry!
Lonicera Caprifolium - Wiciokrzew przewiercień -
Kwiat przeszłości -
stosowany przy zbyt dużym ukierunkowaniu na przeszłość, którą się albo przecenia i idealizuje, albo się jeszcze nie przepracowało pewnych wydarzeń.

Tak zaleca Dr Edward Bach, angielski lekarz immunolog, bakteriolog i filozof.
Zastanowil mnie tez ponizszy paragraf, wiele w tym prawdy, and it makes perfect sense!

"Choroba nie jest ani okrucieństwem, ani karą, lecz tylko i wyłącznie działaniem naprawczym; narzędziem, którym posługuje się nasza psychika, aby nas powstrzymać przed większymi błędami, abyśmy nie narobili większych szkód i aby nas sprowadzić z powrotem na drogę prawdy i światła, z której nie powinniśmy byli nigdy schodzić." - dr Edward Bach "Ulecz sam siebie".






Ruszam do ogrodu!

Tak! Trzeba wysadzic pomidory, ale najpierw przesadzic bratki z kosza pod kuchennym oknem.
Nie ma co narzekac, bratki sa przepiekne, ale moj niedoskonaly plan nie przewidzial, ze beda tak dlugo kwitnac. A krzaczki zwisajacych pomidorkow czekaja.
Na dworze slonko wygralo z chmurami, wiec nie ma co sie ociagac.
Do mojego wiosennego ogrodu widzianego artystycznym okiem Ani z Jezior zaptraszam tedy:


Mozna tam spotkac Stiga i Moss, cieszacych sie ciepelkiem.
Lece do pomidorkow!

No to zaczynamy!


Witam!

Tak sie zachwycilam blogiem Ani z Jezior http://www.cynamonowo-jasminowo.blogspot.com/,
ze postanowilam sprobowac swoich wlasnych sil.
Mam nadzieje podzielic sie tu z Wami wiadomosciami z Rawcliffe, tym, co zajmuje moj czas i glowe!

U nas nastala szarosc. Po kilku tak pieknych slonecznych dniach nagle zrobilo sie zimno. Roslinki w ogrodzie odetchnely z ulga, ja tez, bo bieganie po ogrodzie z wielka konewka, to niezly work-out.
Kotki - Stig i Moss - troche zawiedzione, ze nie mozna sie juz wylegiwac na sloncu i trzeba sie zadowolic przytulaniem sie do siebie nawzajem.

Dzis mija tydzien od mojego powrotu od Lucynki, Paula, Jamesa i Eli z USA. Jetlag juz za mna, pierwsze dni wpracy tez, brrr. Wsponinam czas u Lutki, z dzieciakami i tesknie bardzo za nimi wszystkimi. Mielismy miesiac na nacieszenie sie soba nawzajem, minelo niespostrzezenie, tyle jeszcze mielismy do zrobienia, roslinki do poprzesadzania, koraliki do ponawlekania, ksiazki do przeczytania i przedyskutowania.... Trzeba bedzie zasiac tradycje czestszych spotkan i wierzyc, ze w krotce znow sie spotkamy!



Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
Listek na wodzie albo kroplę rosy
I wie, że one są - bo są konieczne.
Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
Na świecie będzie tylko to, co było,
A liść uniosą dalej wody rzeczne.

Wiara jest także, jeżeli ktoś zrani
Nogę kamieniem i wie, że kamienie
Są po to, żeby nogi nam raniły.
Patrzcie, jak drzewo rzuca długie cienie,
I nasz, i kwiatów cień pada na ziemię:
Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły.

Czeslaw Milosz "Wiara"