
Idealna pogoda na sadzenie i zblizajaca sie pelnia ksiezyca zmobilizowaly mnie na dobre w zeszly weekend. Twardo wzielam sie za pomidorki. Wreszcie rosna, z pomoca Charliego zdazylismy przed pelnia, bo podobniez po pelni sadzi sie rosliny, ktore rodzic maja pod ziemia: ziemniaczki, marchewke, buraczki... Jeszcze nie wiem, czy rzeczywiscie to dziala, ale co mi szkodzi sprobowac. Posadzone przed moim wyjazdem ziemnieki ruszyly do galopu po pelni, wiec moze i cos w tym jest.Tak wiec pomidorki przejely kontrole. W tym roku rosna w workach i donicach, wsparte nowym systemem. Jakos mam w tym roku chetke na ekspetymenty i ulepszenia. Probuje nowego gatunku pomidorkow zwisajacych - zoltych i czerwonych, obecnie szczesliwie w skrzynkach i donicach, z braku miejsca rowniez na dachu wiaty na drewno.

Charlie zamontowal mi w sobote polke na poludniowej scianie.
Niestety na razie nie wyglada to za ladnie, moje pelargoniowe dzbanki stracily swoje krolestwo. Ale mam nadzieje, ze nagrzana cegla pomoze w produkcji mojego ulubionego warzywka. Hm, technicznie mowiac owocu, ale nie bede sie upierac - tak czy siak - uwielbiam pomidory. A w krotce spod lisci i owocow donic i tak nie bedzie widac!
Zeszloroczne pomidorowe miejsce truskawki i biale poziomki zaanektowaly zupelnie i bez mojego pozwolenia, ale sa tam szczesliwe i maja mase owocow, wiec niech im bedzie, czekam az dojrzeja.
Mam pierwsze czarne porzeczki! Tak sie ucieszylam!
Powoli brakuje mi miejsca na moje warzywa, a jeszcze buraczki i cukinie maja sie gdzies znalezc...
Wzielam sie tez za pnace roze. Troche pozno, ale niestety moj kreatywny luk z wikliny nie przetrzymal przenoszenia (tak, wszystko przez budowlancow!!) i musialam dzialac szybko. Nowy luk, niestety juz nie tak piekny, ale za to stabilniejszy stanal w niedziele, wiklinowy daje rade rozy pod garazem, a ja, no coz, jestem cala podrapana...
Slonko swieci, ogrod wzywa! Na razie!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz